Patriota, poliglota i artysta

2015-04-27

Bohater, który zapłacił najwyższą cenę, by bronić naszego kraju – tak jednym zdaniem można opisać Joachima Achtelika, patriotę, poliglotę i artystę w jednym. Młody bohater jest kolejną postacią prezentowaną w ramach przeglądu Wielcy Rudzianie.

Joachim Achtelik przyszedł na świat 22 września 1920 w Opolu. Jego rodzicami byli polski żyd dr Auerbach oraz Agnieszka Achtelik, Ślązaczka. W latach wczesnego dzieciństwa Joachim mieszkał w nieistniejącej już kamienicy przy ulicy Janasa. Po ukończeniu gimnazjum podjął studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był malarzem, rzeźbiarzem, kochał również muzykę i literaturę. Studia planował kontynuować w Paryżu jednak zamiary te przerwała w 1939 roku wojna.

Życiem młodego studenta nasz bohater nie nacieszył się długo. Okres wojny był dla mieszkańców Rudy Śląskiej trudnym okresem i szczególnym czasem walki o polskość. Joachim Achtelik, pomimo tego, że był bardzo młody, to jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego co dzieje się wokoło. Wiedział też od początku, że będzie sprzeciwiał się przemocy i nienawiści ze strony okupanta. Po kampanii wrześniowej został skierowany przez Niemców do pracy w kopalni Castellengo w Rokitnicy. Dzięki temu, że władał kilkoma językami: niemieckim, polskim, francuskim oraz angielskim, sprowadzony został do Krakowa, gdzie objął funkcję tłumacza w urzędzie gubernatora generalnego.

Według swoich przekonań Joachim Achtelik w ukryciu wstąpił do organizacji konspiracyjnej, którą była Polska Organizacja Zbrojna w Rudzie. Dowodził nią ksiądz Jan Macha, który w 1942 roku został skazany przez hitlerowców na ścięcie. W organizacji księdza Machy Joachimowi powierzono funkcję łącznika. Cenne informacje zdobyte w pracy podawał on rudzkiej placówce. Były one następnie przekazywane do Londynu drogą radiową.

Istotnym jest, że nasz bohater redagował także kolumnę literacką podziemnego „Świtu”, wychodzącego w Tarnowskich Górach. Kolejną ryzykowną działalnością Achtelika było dostarczanie Polakom dokumentów wyjazdowych za granicę. W końcu nasz bohater został aresztowany 7 września 1941 roku i wraz z innymi członkami podziemia osadzony w więzieniu w Mysłowicach.

Sąd SS skazał go za szczególnie niebezpieczną działalność na karę śmierci przez powieszenie w Rudzie, w miejscu jego stałego zamieszkania. Tragiczny dzień Joachima nastąpił 12 lutego 1942 roku. Wcześniej widział on, jak giną na szubienicy Ignacy Nowak oraz Antoni Tiałkowski z Goduli. W tym dniu został publicznie powieszony przez hitlerowców na słupie oświetleniowym na targowisku dzielnicy. Jego śmierci towarzyszył tłum osób.

W Rudzie Śląskiej do dzisiaj żyją świadkowie tej tragicznej zbrodni. - To była ogólna akcja zastraszania Polaków. Ja miałem niecałe 11 lat. Ze szkół nas zwolnili, żebyśmy poszli popatrzeć. Stałem na rogu, gdzie teraz jest apteka – wspomina pan Herbert Wyrwich z Rudy. - Achtelik był bardzo religijny. Z daleko było słychać jego ostatnie słowa, w których wzywał matkę. Przed śmiercią powiedział też „Wybaczcie im, bo nie wiedzą co czynią” – mówi. - Było strasznie zimno. Pamiętam jeszcze, że jak go zdejmowali to jeden ze sprawców SS w ordynarny sposób powiedział „Jest cholernie zimno, a my mamy takiego bydlaka ściągać” – dodaje. Pan Jerzy Dudek miał wtedy 16 lat. W chwili powieszenia Joachima Achtelika wracał akurat z pracy. – Do dzisiaj nosimy znicze i kwiaty pod tablicę upamiętniającą Achtelika w rocznicę jego śmierci. Chodzimy tam od 25 lat, czyli tak długo jak istnieje Związek Górnośląski u nas w Rudzie – podkreśla pan Jerzy.

Joachim Achtelik jest patronem jednej z ulic w dzielnicy Ruda w Rudzie Śląskiej. W miejscu jego egzekucji znajduje się tablica upamiętniająca śmierć młodego patrioty.