Co dalej z rozlewiskiem?

2019-03-07

Likwidacja spowodowanego szkodami górniczymi rozlewiska oraz nielegalnych podłączeń wprowadzających ścieki do kanalizacji deszczowej ma rozwiązać problem uciążliwych zapachów z Potoku Bielszowickiego, dokuczający mieszkańcom Rudy Śląskiej – Bykowiny. Przywrócenie prawidłowego przebiegu potoku ma również ograniczyć zagrożenie powodziowe w tym miejscu. Plany w tym zakresie zostały przedstawione podczas dzisiejszego spotkania z mieszkańcami.

Zachwianie stosunków wodnych w rejonie Potoku Bielszowickiego (Kochłówki) spowodowane jest kilkudziesięcioletnimi wpływami eksploatacji górniczej, które ujawniły się na całym przepływającym przez miasto odcinku. Zgodnie z prawem odpowiedzialność za usunięcie szkód spoczywa na przedsiębiorcy górniczym lub jego następcy prawnym. Obecnie jest to w części Polska Grupa Górnicza Sp. z o.o. Oddział KWK „Ruda”, a w części Spółka Restrukturyzacji Kopalń S.A. Z kolei zarządcą i administratorem potoku jest Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.

- Miasto nie jest stroną w sprawie usunięcia szkód górniczych w tym miejscu, ale wykonaliśmy dużo pracy, aby doprowadzić do rozwiązania problemu – mówił wiceprezydent Krzysztof Mejer. - Mieszkańcy chcieli być poinformowani o planowanych działaniach, stąd dzisiejsze spotkanie z udziałem przedstawicieli Wód Polskich i Polskiej Grupy Górniczej – dodał.

Działania podjęte przez KWK „Ruda” przedstawił Stanisław Szewczyk. - Jako przedsiębiorca górniczy jesteśmy zobowiązani do tego, aby przywrócić teren szkody górniczej do stanu poprzedniego. Ponieważ w wyniku zmian w górnictwie za część terenu odpowiada PGG, a za część SRK, aby nie opóźniać zaplanowaliśmy pierwszy etap robót, a równolegle pracujemy nad trójstronnym porozumieniem z SRK w sprawie nieodpłatnego przekazania działek miastu – powiedział.

Kopalnia wyłoniła w przetargu firmę, która ma wykonać rekultywację w systemie „projektuj i buduj”, mając po 6 miesięcy na proces projektowy i realizację. - W miejscu zastoiska planujemy umieścić kruszywo posiadające odpowiednie certyfikaty, następnie warstwę humusu i obsiać teren, który będzie się wtedy znajdował minimalnie ponad lustrem wody. Będzie to naturalny polder przeciwpowodziowy – zapowiedział Stanisław Szewczyk. - Ponieważ jednak w trakcie powiększania się zbiornika pewna liczba zwierząt znalazła tam swoje miejsce, w grudniu 2018 zleciliśmy ekspertyzę przyrodniczą. Jest ona aktualnie prowadzona, z terminem do czerwca br. Na czas jej wykonania prace rekultywacyjne są wstrzymane – zaznaczył.

Dużo emocji wzbudziła dyskusja nad tym, na ile uciążliwym zapachom winne jest rozlewisko, a na ile ścieki dostające się do potoku. Część wypowiedzi na portalach internetowych sugerowała, że ścieki pochodzą z miejskiej kanalizacji sanitarnej. - Czytałem wszystkie opinie w mediach społecznościowych. Wiele z nich mija się z prawdą. Dzięki interwencjom mieszkańców, za które dziękuję, ustaliliśmy, skąd biorą się ścieki w potoku. Pochodzą z nielegalnych podłączeń na terenie miasta, ktoś wykorzystuje kanalizację deszczową i tą drogą spuszcza swoje ścieki – tłumaczył Krzysztof Mejer. - Dążymy do ustalenia, kto to robi, ale nie będzie to łatwe biorąc pod uwagę obszar, z którego sprowadzana tu jest woda deszczowa – powiedział.

Do sugestii, że za zanieczyszczenia może odpowiadać kopalnia, odniosła się radna Dorota Tobiszowska, reprezentująca na spotkaniu Polską Grupę Górniczą – KWK „Ruda”. - Zostaliśmy zobowiązani do naprawienia szkody górniczej i przywrócenia terenu do poprzedniego stanu. Kopalnia nie wykonuje żadnych zrzutów zanieczyszczeń do potoku. To jest nieprawda. Chcemy doprowadzić to miejsce do takiego stanu, żeby można było z niego normalnie korzystać – podkreśliła.

Część mieszkańców, w tym radna Ewa Chmielewska uważa, że kluczowy jest problem ścieków, a rozlewiska nie trzeba likwidować, szczególnie przez wzgląd na bytujące tam ptaki. - Procesy zachodzące w stojącej w tym miejscu wodzie mają duży udział w uciążliwościach zapachowych, a równolegle będziemy dążyć do wyeliminowania nielegalnych podpięć do kanalizacji deszczowej. Regulacja Potoku Bielszowickiego jest też bardzo ważna ze względu na bezpieczeństwo przeciwpowodziowe – odpowiadał Krzysztof Mejer.

Padło pytanie, czemu prace rozpoczęły się w sytuacji, gdy należy wykonać ekspertyzę przyrodniczą. - Wykonana została jedynie część drogi technologicznej. Prace zostały wstrzymane, dotrzymujemy wszelkich przepisów – wyjaśnił Stanisław Szewczyk. - Jaką dostaniemy na piśmie gwarancję przeciwpowodziową? Czy woda odprowadzona z rozlewiska nie podejdzie pod budynki pobliskiego osiedla? – pytała z kolei Ewa Chmielewska. - Stuprocentowej gwarancji na zawsze nikt dać nie może. Natomiast na pewno rekultywacja rozlewiska nie skieruje wody pod budynki – odpowiedział Krzysztof Mejer.

W imieniu administratora potoku, czyli Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, wypowiedział się Andrzej Krzyżostaniak. - Stoimy na stanowisku, aby taka rekultywacja została przeprowadzona, a stary ślad Potoku Bielszowickiego został przywrócony. Jest to potrzebne dla odpowiedniej gospodarki wodno-ściekowej w tym rejonie i zabezpieczenia przeciw ewentualnej powodzi. Zgodnie z prawem domagamy się więc od przedsiębiorstwa górniczego przywrócenia stanu poprzedniego – zaznaczył. Głos zabrał również właściciel części zalanego terenu. - Żądam usunięcia rozlewiska. Płacę podatek za grunt, a nie mogę z niego normalnie korzystać. Uważam, że usunięcie rozlewiska pomoże też w kwestii uciążliwych zapachów – podkreślił.

Kwestie poruszane podczas dzisiejszego, ponaddwuipółgodzinnego spotkania są częścią szerszego problemu. - To przedsięwzięcie jest elementem większego planu, czyli przywrócenia prawidłowego przebiegu Potoku Bielszowickiego. Pracujemy nad uregulowaniem jego przebiegu na długości całego miasta – powiedział wiceprezydent Krzysztof Mejer.